Dostajesz ofertę: „Pakiet 30 linków do Twojej strony za 99 zł. Efekty w Google już po miesiącu.” Cena jak za dwa obiady. Co może pójść nie tak?
Sporo. Spokojnie, nie piszę tego, żeby Cię straszyć, tylko żeby pokazać, co zwykle kryje się za taką ceną. Zanim zapłacisz po raz kolejny, przeczytaj, czym są te linki, co o nich mówi Google i jak sprawdzić, co już dla Twojej strony kupiono.
Co tak naprawdę dostajesz za 99 zł?
Zwykle coś z kilku rzeczy: wpisy w katalogach i serwisach z zakładkami, linki w komentarzach i profilach na forach, linki w stopkach na obcych stronach albo wpisy na stronach, które powstały tylko po to, żeby je sprzedawać. Część generuje się automatycznie, hurtowo.
To nie moja złośliwość. Google wymienia te praktyki w swoich zasadach spamu jako przykłady spamu linkowego: linki niskiej jakości w katalogach i serwisach z zakładkami, w stopkach i w podpisach komentarzy, a także linki tworzone przez zautomatyzowane programy.
Uczciwie: nie każdy tani link jest spamem. Ale kiedy cena jest tak niska, a oferta obejmuje dziesiątki linków naraz, ktoś musi je robić taśmowo. A taśmowo nie da się wybrać stron, które czytają Twoi klienci, i właśnie dlatego najtańsza oferta zwykle okazuje się najdroższa.
Czy Google naprawdę może Cię za to ukarać? Tak.
Kupowanie i sprzedawanie linków w celu wpływania na ranking Google wymienia wprost w zasadach spamu. Chodzi o płatności za linki lub wpisy z linkami, a także o oferowanie towarów lub usług w zamian za linki.
Skutki? Strona może spaść w wynikach, a w niektórych przypadkach w ogóle się w nich nie pojawiać. Google może też nałożyć ręczne działanie, o którym dowiesz się w Search Console, w raporcie Ręczne działania, oraz w Centrum wiadomości.
Co ciekawe, kara to nie jedyny scenariusz. Google zaznacza w swojej pomocy, że zwykle sam ocenia, którym linkom ufać. Część z Twoich trzydziestu linków może więc po prostu nic nie znaczyć. Albo Cię ukarzą, albo zignorują. Żadna z tych opcji nie wygląda jak „efekty po miesiącu”.
Czy każdy płatny link jest zakazany? Absolutnie nie.
Płatna reklama i artykuły sponsorowane są w porządku, jeśli linki są oznaczone atrybutem rel="sponsored" albo rel="nofollow". Problem zaczyna się wtedy, gdy płatny link ma udawać naturalną rekomendację i przekazywać pozycję.
Pytanie nie brzmi więc „czy płacić za widoczność”, tylko „czy ktoś uczciwie mi mówi, za co płacę”. Uczciwa oferta brzmi: to jest wpis sponsorowany na stronie X. Nieuczciwa brzmi: to jest po prostu „pozycjonowanie”.
Jak sprawdzić, co do tej pory kupiono dla Twojej strony?
Zacznij od Search Console. W raporcie Linki zobaczysz witryny, które linkują do Ciebie najczęściej. Przejrzyj je na oko. Ile z nich to strony, które ktoś czyta? Ile wygląda jak śmietnik z setkami zewnętrznych linków?
Potem poproś agencję o listę wszystkich linków, które dla Ciebie zdobyła, wraz z adresami stron i datami. Uczciwa agencja ma ją od ręki. Jeśli słyszysz „to nasza tajemnica”, zajrzyj do wpisu o dziewięciu zdaniach przed stratą pieniędzy.
Na koniec zajrzyj do raportu Ręczne działania. Pusty raport oznacza brak ręcznej kary, ale nie gwarantuje, że wszystkie linki są coś warte.
Co zrobić, jeśli masz już takie linki?
Spokojnie, nie zaczynaj od paniki ani od narzędzia do zrzekania się linków. Google zaznacza, że większość witryn go nie potrzebuje. Narzędzie ma sens, gdy do strony prowadzi wiele spamerskich lub sztucznych linków i grozi albo już zapadła ręczna kara.
Kolejność jest taka: najpierw próba usunięcia linków u źródła (poproś o to agencję, która je kupiła), dopiero potem zrzeczenie się tych, których nie da się usunąć. Zmiany mogą być uwzględnione dopiero po kilku tygodniach.
A na przyszłość zamiast pakietów zadaj sobie pytanie, kto realnie mógłby o Tobie napisać. Partner, branżowy portal, lokalne stowarzyszenie, klient, któremu pomogła Twoja firma. To wolniejsze i droższe niż 99 zł, ale to są linki, których nie musisz się wstydzić.
Co z tym zrobić?
Jeśli Twoja firma kupowała pakiety linków, nie jesteś w tym sam. Gorzej, gdy nikt nie potrafi powiedzieć, co dokładnie zostało kupione.
Wystarczy jedno pytanie do agencji: „Pokażcie mi listę stron z linkami do mnie i powiedzcie, na jakiej podstawie je wybraliście.” Odpowiedź powie Ci więcej niż niejeden raport, a jak chcesz wiedzieć, co dotychczasowa agencja robiła w Twoim koncie, sprawdź to sam w pół godziny.
Jeśli chcesz, żeby ktoś spojrzał na Twój profil linków razem z Tobą, porozmawiajmy. Powiem Ci wprost, co widzę.