„Płacisz tylko za efekty.” Brzmi uczciwie, prawda? Agencja bierze ryzyko na siebie, a Ty nic nie tracisz. Albo odwrotnie: stały abonament, który przychodzi co miesiąc niezależnie od tego, czy coś się dzieje.
Każdy z tych modeli można zrobić uczciwie i każdy można zrobić tak, że ryzyko spada wyłącznie na Ciebie. Zobacz, jak to rozpoznać, zanim podpiszesz umowę.
Abonament: kto ryzykuje, gdy nic się nie dzieje?
W abonamencie płacisz za czas i zakres pracy, nie za wynik. To naturalne w SEO, bo nikt uczciwy nie obieca Ci konkretnej pozycji w Google. Google wprost ostrzega przed każdym, kto gwarantuje pierwsze miejsce.
Ryzyko jest po Twojej stronie, jeśli umowa jest mgliście napisana. „Optymalizacja i pozycjonowanie” to nie zakres. Zakres to lista działań w danym miesiącu, liczba godzin i konkretne rzeczy do oddania.
Dobry abonament ma więc trzy elementy: jasny plan na pierwsze trzy miesiące, miesięczny raport z tym, co faktycznie zrobiono, i możliwość wyjścia bez kar. Bez tego płacisz za obecność, a nie za pracę.
Rozliczenie za efekt: komu naprawdę zależy?
Najczęstsza wersja to płatność za pozycje na wybrane frazy. Brzmi dobrze, ale pytanie brzmi: kto wybiera te frazy? Jeśli agencja, to wybierze te, które łatwo wypozycjonować, niekoniecznie te, które przyniosą Ci klientów.
Pozycja na frazę, której nikt nie wpisuje albo wpisuje ktoś, kto nie zamierza u Ciebie kupić, to efekt na papierze. Raport wygląda świetnie, a telefon milczy.
Jest też druga strona: gdy płacisz za konkretne pozycje, agencja ma motywację, żeby je osiągnąć szybko i każdym sposobem. A szybkie sposoby bywają tymi, które Google traktuje jak spam. Pisałem o tym we wpisie o linkach za 99 zł.
Success fee: dobre rozwiązanie, jeśli ktoś ustali reguły
Success fee, czyli wynagrodzenie zależne od wyniku, ma sens, gdy wynik jest powiązany z biznesem: zapytania, sprzedaż, przychód. Wtedy interesy się zgadzają i obie strony chcą tego samego.
Diabeł tkwi w szczegółach. Skąd bierzemy punkt wyjścia? Kto mierzy wynik i na jakich kontach? Co zalicza się jako zapytanie? Co, jeśli sprzedaż rośnie z innych powodów, na przykład przez Twoją kampanię czy sezon? Bez odpowiedzi na te pytania success fee to źródło sporów.
Dochodzi jeszcze jedno: SEO działa z opóźnieniem, a Google pisze, że efekty zwykle widać po kilku miesiącach do roku. Agencja, która pracuje tylko za prowizję, musi to wkalkulować w cenę albo ciąć koszty pracy. Sprawdź, które z tych dwóch dzieje się u Twojego wykonawcy.
Pięć pytań, które pokazują, kto ponosi ryzyko
Zanim wybierzesz model, zadaj te pytania. Pierwsze: co dokładnie jest mierzone i kto to mierzy? Drugie: na jakich kontach i czy mam do nich pełny dostęp? Trzecie: kto wybiera frazy i na jakiej podstawie?
Czwarte: co się dzieje, gdy efektu nie ma po sześciu miesiącach? Piąte: jak wygląda wyjście z umowy i co zostaje po mojej stronie, czyli treści, konta i wiedza? Odpowiedzi powiedzą Ci więcej niż cennik.
Jeśli agencja unika konkretów, wróć do wpisu o dziewięciu zdaniach przed stratą pieniędzy. Są tam odpowiedzi, które warto mieć pod ręką.
Co wybrać?
Często najlepiej sprawdza się układ mieszany: stały, rozsądny abonament za pracę plus premia powiązana z wynikiem, który naprawdę ma znaczenie dla Twojego biznesu. Wtedy obie strony coś ryzykują.
Ważniejszy od modelu jest uczciwy opis: co jest w cenie, co mierzymy i co dzieje się, gdy się nie uda. Model bez takiego opisu to tylko ładne hasło.
Jeśli masz na stole ofertę i nie wiesz, kto w niej ponosi ryzyko, porozmawiajmy. Przejrzę ją z Tobą i powiem wprost, co widzę.