Trzy oferty na stole. Jedna za 499 zł miesięcznie, druga za 1500 zł, trzecia za 4000 zł. Wszystkie obiecują „wzrost widoczności”. Którą wybierasz? Większość przedsiębiorców bierze najtańszą. Rozumiem to doskonale, bo sam bym się zawahał.
Problem w tym, że w SEO cena na fakturze to dopiero początek rachunku. Poniżej pokazuję, skąd bierze się reszta i jak ją policzyć, zanim podpiszesz umowę.
Za co właściwie płacisz, kiedy płacisz mało?
SEO to głównie czas ludzi: analiza, strategia, treści, praca techniczna, rozmowy z Tobą. Nie da się go kupić taniej bez zabrania czegoś z tej listy. Za niską cenę ktoś musi robić mniej albo robić to taśmowo.
Najczęściej wygląda to tak: ten sam szablon raportu dla wszystkich klientów, ten sam pakiet działań niezależnie od branży, jeden opiekun na kilkadziesiąt firm. Nie twierdzę, że tak jest zawsze. Mówię, że przy tej cenie matematyka rzadko zostawia miejsce na coś innego.
Zadaj więc jedno pytanie: ile godzin miesięcznie ktoś realnie poświęci mojej firmie? Uczciwa odpowiedź to liczba. Nieuczciwa to „kompleksowa opieka”.
Pierwszy koszt: czas, którego nie odzyskasz
Google pisze w swoich wskazówkach dla właścicieli stron, że zmiany w SEO potrzebują czasu, zwykle od kilku miesięcy do roku, zanim zobaczysz efekt. Jeśli pół roku poszło na działania, które nic nie dały, nikt Ci tego czasu nie odda.
Konkurent, który w tym czasie robił SEO porządnie, ma już treści, linki i historię. Ty zaczynasz od zera, tylko z gorszą wiedzą o tym, co nie działa.
Tego kosztu nie ma na żadnej fakturze. A to zwykle on jest największy.
Drugi koszt: sprzątanie po taniej robocie
Tani pakiet często oznacza masowe linki, treści pisane hurtowo albo tricki, które mają dać szybki skok. Google w zasadach spamu wymienia kupowanie linków, automatycznie generowane treści i inne manipulacje, a za ich stosowanie strona może spaść w wynikach albo dostać ręczne działanie.
Wtedy płacisz drugi raz: za diagnozę, za usuwanie skutków i za odbudowę zaufania. Pisałem o tym szerzej we wpisie o linkach za 99 zł. Sprzątanie zwykle kosztuje więcej niż porządna robota od początku.
Trzeci koszt: brak dostępów i brak wiedzy
Tania usługa często oznacza też, że nie masz wglądu w to, co się dzieje. Raport w PDF zamiast dostępu do Search Console. Konto Analytics założone na agencję, nie na Ciebie. Gdy zmieniasz wykonawcę, zostajesz z niczym.
Sprawdzenie jest proste i zajmuje pół godziny. Rozpisałem je krok po kroku we wpisie o sprawdzeniu poprzedniej agencji w 30 minut.
Google radzi też, żeby przed podpisaniem umowy poprosić o referencje i unikać każdego, kto gwarantuje pierwsze miejsce w wynikach. Nikt uczciwy nie może tego obiecać. Jeśli oferta zawiera taką gwarancję, cena nie ma już znaczenia.
To jak wybierać, skoro najtańsza odpada?
Nie mówię, że masz brać najdroższą. Drogo nie znaczy dobrze. Mówię, żebyś porównywał oferty tak, jak porównuje się usługi: po zakresie, a nie po cenie.
Poproś każdą agencję o trzy rzeczy: listę konkretnych działań w pierwszych trzech miesiącach, liczbę godzin pracy i dostęp do wszystkich kont na Twoje nazwisko. Różnice między ofertami zobaczysz od razu.
Jeśli chcesz, porozmawiajmy. Powiem Ci wprost, co jest w ofercie, którą masz na stole, a co jest tylko ładnym opakowaniem.