Wpisujesz temat do narzędzia AI i po minucie masz gotowy artykuł na dwa tysiące znaków. Za darmo, bez czekania na copywritera. Czy Google to zauważy? A co ważniejsze: czy zauważy to Twój klient?
Spokojnie, nie będę Cię przekonywał, że AI jest złe. Używam go sam. Pokażę Ci tylko, gdzie przebiega granica między pomocą a tekstem, który Ci zaszkodzi.
Co Google mówi o treściach z AI?
Google deklaruje, że nie karze treści za sam fakt, że powstały z pomocą AI. Liczy się to, czy tekst jest pomocny dla ludzi. Nie chodzi więc o narzędzie, tylko o efekt.
Jednocześnie w zasadach spamu Google opisuje masowe produkowanie treści, głównie po to, żeby manipulować pozycjami, a nie po to, żeby komuś pomagać. Nie ma znaczenia, czy robi to człowiek, automat czy AI.
Wniosek jest prosty: tekst napisany przez AI i sprawdzony przez eksperta może być dobry. Setki tekstów wygenerowanych hurtowo, bez sprawdzenia i bez wkładu kogokolwiek, kto zna temat, to ryzyko.
Czego AI nie wie o Twojej firmie?
Prawie wszystkiego, co robi różnicę. Nie zna Twoich klientów, pytań, które zadają przez telefon, błędów, które widziałeś u konkurencji, ani sytuacji, w których Twoja usługa uratowała komuś kontrakt.
Google w swoich wskazówkach opisuje jakość treści przez doświadczenie, wiedzę, autorytet i wiarygodność. Tekst bez konkretów z życia firmy brzmi jak wszystkie inne. Czytelnik tego nie nazwie, ale poczuje.
Zauważysz to sam po statystykach: człowiek wchodzi, czyta dwa akapity, wraca do wyników wyszukiwania. Z punktu widzenia Google to sygnał, że nie znalazł tego, czego szukał.
Co zauważa Twój klient?
Klient szybciej niż Google wyczuje tekst, w którym nic się nie dzieje: ogólniki, wyliczanki, „w dzisiejszych czasach” i brak jednego konkretnego przykładu. Nieufny przedsiębiorca tym bardziej, bo zna już agencje, które obiecywały dużo.
A decyzja o zakupie zapada nie na podstawie liczby słów, tylko zaufania. Jeśli Twoja strona brzmi jak każda inna, nie ma powodu, żeby ktoś zadzwonił właśnie do Ciebie.
Jak używać AI, żeby nie zaszkodzić sobie?
Traktuj je jak asystenta, nie autora. Niech pomoże w planie artykułu, szkicu, sprawdzeniu struktury i przeredagowaniu. Ale fakty, przykłady i wnioski niech pochodzą od kogoś, kto zna temat.
Prosta lista kontrolna przed publikacją: czy jest tu coś, czego nie znajdę w pierwszych pięciu wynikach? Czy każdy fakt sprawdził człowiek? Czy ktoś z firmy podpisałby się pod każdym zdaniem?
Warto też pamiętać o tym, co napisałem we wpisie o najtańszej ofercie SEO. Tani tekst hurtowo to dokładnie ten rodzaj oszczędności, który kosztuje później.
To jak to w końcu jest?
AI nie jest wrogiem. Wrogiem jest tekst, który nie ma nic do powiedzenia. Zarówno człowiek, jak i maszyna potrafią taki napisać.
Jeśli agencja oferuje Ci dziesiątki artykułów miesięcznie za grosze, zapytaj, kto je pisze i kto sprawdza fakty, bo to jeden z sygnałów, że agencja naprawdę się angażuje. Odpowiedź bywa bardzo pouczająca.
Chcesz, żeby ktoś spojrzał na Twoje treści i powiedział, które są warte zachowania, a które szkodzą? Porozmawiajmy. Powiem Ci wprost, co widzę.