Szukasz kogoś do SEO i słyszysz trzy różne rady. Znajomy mówi: weź freelancera, jest taniej. Kolega z branży: tylko agencja, ma zespół. A ktoś trzeci: zatrudnij kogoś na etat, będzie tylko Twoj. Każdy ma trochę racji, i właśnie dlatego to takie trudne.
Nie powiem Ci, że jedna opcja jest zawsze najlepsza. Powiem Ci za to, na co patrzeć w każdej z nich, żebyś nie przepłacił i nie został z niczym.
Najpierw uczciwe pytanie: czego tak naprawdę potrzebujesz?
SEO to nie jedna umiejętność. To analiza i strategia, praca techniczna na stronie, treści, linki i raportowanie. Rzadko jedna osoba jest najlepsza we wszystkim.
Zanim porównasz formy współpracy, odpowiedz sobie na trzy pytania: ile masz do zrobienia na stronie, jak szybko potrzebujesz efektu i ile czasu Ty sam możesz poświęcić na rozmowy i decyzje.
Bez tego porównujesz ceny, a nie rozwiązania, a najtańsza oferta zwykle okazuje się najdroższa. Pamiętaj też, że nikt nie może zagwarantować pierwszego miejsca w Google. Taka obietnica w każdej z tych trzech form to czerwona flaga.
Freelancer: elastyczny i blisko Ciebie, ale jeden
Dobry freelancer to zwykle krótka droga: rozmawiasz z osobą, która faktycznie pracuje nad Twoją stroną, a koszt jest zwykle niższy niż w agencji. Dla małej firmy z jasnym zakresem to często rozsądny wybór.
Ryzyko jest proste: wszystko zależy od jednej osoby. Choroba, urlop, zmiana pracy albo po prostu zbyt wielu klientów i Twoja strona czeka. Do tego jedna osoba rzadko ogarnia równie dobrze technikę, treści i linki.
Zapytaj więc: kto Cię zastąpi, gdy zachorujesz? Czy dostanę dostęp do wszystkich kont na moje nazwisko? Czy mogę porozmawiać z klientem, dla którego pracujesz od roku?
Agencja: zespół i procesy, ale uwaga na lejek sprzedażowy
Agencja daje Ci kilku specjalistów, procedury i ciągłość. Gdy ktoś odchodzi, praca idzie dalej. To dobre rozwiązanie, gdy potrzebujesz techniki, treści i linków naraz, a sam nie masz czasu tego koordynować.
Słabe miejsce? Często sprzedaje Ci ktoś innego, niż potem pracuje. Na spotkaniu jest doświadczony szef, a Twoją stroną zajmuje się ktoś, kogo nie znasz. Zapytaj wprost, kto konkretnie będzie pracował nad Twoim projektem i ilu klientów ma ten człowiek.
Sygnały, że agencja naprawdę się angażuje, opisałem we wpisie o dziesięciu sygnałach zaangażowania. Warto je sprawdzić przed podpisaniem umowy.
Etatowiec: tylko Twoj, ale czy na pewno wystarczy?
Osoba na etacie zna Twoją firmę od środka, jest pod ręką i pracuje tylko dla Ciebie. Przy dużym serwisie, dużej liczbie treści albo sklepie z tysiącami produktów to może być najlepsze rozwiązanie.
Ale to też największy stały koszt: wynagrodzenie, narzędzia, szkolenia i czas na rekrutację. Jedna osoba to znowu jedna specjalizacja, a nowy pracownik potrzebuje miesięcy, żeby wejść w temat. Dla małej firmy ten wariant często się po prostu nie spina.
Często sprawdza się układ mieszany: etatowiec od codziennych spraw plus zewnętrzny specjalista od technik i strategii.
Kto więc przyniesie więcej klientów?
Ten, kto będzie pracował nad Twoim celem, a nie nad swoim raportem. Forma współpracy jest wtórna wobec pytania, czy rozumiesz, co dokładnie ma przynieść efekt i jak to zmierzysz.
Zanim wybierzesz, poproś każdego kandydata o to samo: plan na pierwsze trzy miesiące, wskaźnik, po którym poznasz, że idzie dobrze, i referencje od klientów z podobną sytuacją. Sprawdź też, jak rozliczana jest współpraca i kto ponosi ryzyko. Resztę zobaczysz po odpowiedziach.
Jeśli chcesz, porozmawiajmy. Powiem Ci wprost, jaki układ ma sens w Twojej firmie, nawet jeśli nie będzie to ten z moją agencją.