Wyobraź sobie spotkanie z agencją. Handlowiec kiwa głową, pokazuje wykres rosnący w prawo i mówi, że Twoja branża jest „bardzo perspektywiczna”. Ty już co nieco o SEO wiesz, więc tym razem się nie nabierzesz. Trzy miesiące później masz raport na dwadzieścia stron i zero nowych zapytań od klientów.
Znasz to? Spokojnie, to naturalne. Takie zdania są układane tak, żeby brzmiały rozsądnie, a nie żeby były prawdziwe.
Poniżej dziewięć z nich, ustawionych od niewinnych do tych, po których najlepiej wstać od stołu. Samo zdanie jeszcze niczego nie przesądza. Problem zaczyna się wtedy, gdy po nim nie pada żaden konkret.
9. „Ty zajmij się biznesem, my zajmiemy się resztą.”
Brzmi wygodnie. I właśnie dlatego jest groźne.
To zdanie zwykle oznacza, że agencja nie zamierza Cię o nic pytać. A bez Twojej wiedzy nie da się dobrze ustawić ani SEO, ani reklam. Skąd agencja ma wiedzieć, na jakich zleceniach zarabiasz najwięcej, a które tylko Cię męczą? Bez tego optymalizuje pod ruch, nie pod zysk.
Co odpowiedzieć: „Świetnie, ale powiedzcie, o co zapytacie mnie w pierwszym tygodniu.” Jeśli odpowiedź brzmi „o nic”, to też jest odpowiedź.
8. „Algorytm się zmienił, dlatego spadki.”
Google rzeczywiście zmienia algorytmy i kilka razy w roku wypuszcza duże aktualizacje. Ta wymówka ma więc ziarno prawdy, co czyni ją tak wygodną.
Tyle że da się to sprawdzić. Google publikuje historię aktualizacji w Search Status Dashboard. Jeśli Twoje pozycje spadły w dniu, w którym żadnej aktualizacji nie było, algorytm raczej nie jest winny.
Co odpowiedzieć: „Pokażcie mi, kiedy była aktualizacja i co po niej robicie inaczej.” Dobry specjalista ma na to odpowiedź w kilku zdaniach.
7. „Nasza metodologia to tajemnica firmy.”
Nie musisz rozumieć każdego technicznego szczegółu. Nikt tego od Ciebie nie wymaga. Masz za to prawo wiedzieć, co zostało zrobione na Twojej stronie i dlaczego.
SEO nie jest czarną magią. Zasady, na których opiera się dobre pozycjonowanie, Google opisuje publicznie w swoich wytycznych. Tajemnicą jest zwykle nie metoda, tylko to, że metody nie ma.
Co odpowiedzieć: „Dobrze, to proszę o listę zmian z ostatniego miesiąca wraz z uzasadnieniem.” Lista zmian z uzasadnieniem nie zdradza żadnej tajemnicy.
6. „Ruch na Twojej stronie wzrósł o kilkadziesiąt procent.”
Ruch to nie klienci. Wzrost może pochodzić z fraz, które nie mają nic wspólnego z tym, co sprzedajesz, albo od ludzi, którzy weszli, nie zrozumieli oferty i wyszli po pięciu sekundach.
Wyobraź sobie raport z rekordową liczbą wizyt i telefon, który od tygodnia dzwoni tylko w sprawie faktur. Coś tu nie gra.
Co odpowiedzieć: „Ile z tych wizyt to osoby, które zadzwoniły, napisały albo wypełniły formularz?” Jeśli agencja nie mierzy zapytań, mierzy to, co wychodzi jej najlepiej.
5. „SEO to proces, efekty zobaczysz po roku.”
Tu muszę być fair: SEO naprawdę potrzebuje czasu. To prawda i nie zamierzam z nią polemizować.
Ale „po roku” to czek in blanco. Kiedy po drodze nie ma żadnych punktów kontrolnych, nie masz jak sprawdzić, czy ktoś pracuje, czy tylko czeka. W dobrze poprowadzonej kampanii już po 30, 60 i 90 dniach widać konkretne rzeczy: poprawione błędy techniczne, nowe treści, pierwsze zmiany w widoczności fraz. Zapytania mogą przyjść później, ale praca musi być widoczna od razu.
Co odpowiedzieć: „Co dokładnie zobaczę po pierwszych 30, 60 i 90 dniach?”
4. „Nie potrzebujemy dostępu do Twoich kont, założymy własne.”
Google Search Console, Google Analytics, Google Ads, wizytówka Google. Dane o Twojej firmie i klientach, historia kampanii, ustawione konwersje. To wszystko powinno należeć do Ciebie, a agencja ma mieć do tego dostęp.
Dlaczego to takie ważne? Bo gdy współpraca się skończy, konto zostaje u agencji razem z całą historią. Ty zaczynasz od zera, a budowana miesiącami wiedza o tym, co u Ciebie działa, opłacona z Twojego budżetu, przepada. Jeśli nie wiesz, co poprzednia agencja faktycznie zrobiła, sprawdzisz to sam w pół godziny w Search Console i Analytics.
Co odpowiedzieć: „Konta zakładamy na moją firmę, Wy dostajecie dostęp.” Jeśli agencja się wzbrania, nie ma o czym dyskutować.
3. „Umowa na 12 miesięcy, bez możliwości wcześniejszego wypowiedzenia.”
Długa umowa sama w sobie nie jest zła. SEO to dłuższa gra. Zła jest umowa, z której nie da się wyjść, nawet gdy nic się nie dzieje.
Sprawdź trzy rzeczy: okres wypowiedzenia, co dokładnie wchodzi w zakres miesięcznej opłaty i co dzieje się z Twoimi kontami oraz treściami po zakończeniu współpracy. Warto też wiedzieć, kto w danym modelu rozliczenia ponosi ryzyko. A jeśli podpis ma być „dziś, bo promocja kończy się jutro”, to już nie jest rozmowa o SEO, tylko o presji.
Co odpowiedzieć: „Poproszę umowę do przeczytania i krótki okres wypowiedzenia.” Uczciwa agencja nie ucieknie.
2. „Mamy własne zaplecze i sprawdzone linki.”
Tu zaczyna się strefa, w której możesz zapłacić za coś, co zaszkodzi Twojej stronie. Zasady Google dotyczące spamu linkowego mówią wprost, że kupowanie i sprzedawanie linków przekazujących pozycję oraz masowa wymiana linków naruszają wytyczne. Skutkiem może być obniżenie pozycji stron, a w skrajnych przypadkach usunięcie z wyników wyszukiwania, dlatego pakiet linków za 99 zł to zwykle zły pomysł.
Czyli „sprawdzone zaplecze” bywa po prostu eleganckim określeniem sieci stron, na których nikt nigdy nie był. Dobry link dla Twojej firmy to taki, który pojawia się tam, gdzie naprawdę zagląda Twój klient.
Co odpowiedzieć: „Poproszę listę stron, na których pojawią się linki do mnie, i zasady ich zdobywania.” Jeśli lista jest „poufna”, wróć do punktu 7.
1. „Gwarantujemy TOP 3.”
Zatrzymaj się. To jest ten moment.
Sam Google w swoich wskazówkach dotyczących wyboru specjalisty SEO pisze, że nikt nie jest w stanie zagwarantować pierwszej pozycji w wynikach wyszukiwania. Pozycje ustala algorytm, na który agencja nie ma wpływu, a konkurencja też się nie zatrzymuje. Czy to znaczy, że uczciwa agencja nie może niczego obiecać? Absolutnie nie. Może obiecać zakres pracy, terminy, sposób raportowania i to, po czym poznasz, że idzie w dobrą stronę. Nie może obiecać wyniku, nad którym nie ma kontroli.
Co odpowiedzieć: „Dobrze, to proszę o zapisanie w umowie, co dokładnie zrobicie i do kiedy.” Gwarancja pozycji znika zwykle szybciej, niż się pojawiła.
Co z tym wszystkim zrobić?
Nie każda agencja tak działa. Wiele pracuje uczciwie. Ale jeśli słyszysz kilka z tych zdań naraz i po żadnym nie pada konkret, pora na pytania.
Zacznij od jednego: „Po czym poznam za trzy miesiące, że to działa?”. Dobra odpowiedź jest konkretna, mierzalna i nie zawiera słowa „gwarancja”.
Jeśli masz przed sobą raport albo umowę i nie wiesz, co o nich myśleć, porozmawiajmy. Powiem Ci wprost, co widzę. Także wtedy, gdy wszystko jest w porządku.